Archive for devo

Mexican Radio

Posted in Uncategorized with tags , , , , , , on August 12, 2009 by Kamil Antosiewicz

Wall of Voodoo mieli szansę, by pójść w ślady Devo, ale najwyraźniej im się nie udało. A mieli dobre predyspozycje: charyzmatycznego frontmana, Stana Ridgewaya, który miał coś w sobie z Alana Vegi, oraz nietuzinkowe brzmienie – połączenie rockabilly z nową falą i art punkiem. Obie kapele łączy z resztą zamiłowanie do filmów klasy B – Mark Mothersbaugh z Devo i Ridgeway pisali muzykę do filmów – do najbardziej znanych soundtracków Mothersbaugha należy muzyka do filmu “The Life Aquatic with Steve Zissou” Wesa Andersona.

Wall of Voodoo nie pozostawili po sobie za wielu radiowych powerplayów i zespół rozwiązal się w 1983 roku. Jedyny hicior ich autorstwa to “Mexican Radio”. Ten klip z koncertu pokazuje grupę w fantastycznej formie (sprawdźcie co wyczynia perkusista!):

Zespół rozpadł się w 1985 roku i potem podejmował niezbyt udane próby powrotu na scenę. Ale Ridgway, główna siła napędowa grupy, zaczął solową karierę i nie mógł poświęcić już tyle czasu macierzystemu składowi.

Ridgeway wszedł na listy przebojów przebojem “Camouflage”, zagranym z typową dla siebie countrowo-nowofalową manierą. Sądząc po komentarzach na Youtubie, bojowe frazy “Camouflage” śpiewają sobie pod nosem amerykańscy marines. Nic dziwnego – o duchu, który wyprowadzi cię z pola walki torując sobie drogę M16 marzy każdy żołnierz:

Wall of Voodoo jest prawdopodobnie jedyną grupą, która w zupełnie nieprawdopodobny sposób połączyła te dwie estetyki: country i nową falę. Jakby tego było mało, grzebanie w dokonaniach Ridgewaya przynosi jeszcze bardziej szokujące odkrycia! Nie bardzo wiem, jak wytłumaczyć jego fascynację preriami i banjo z fascynacją UFO, manią prześladowczą i komiksowymi klimatami ala “X-files”, którym składa hołd w utworze “The Big Hit”. Wydawać by się mogło, że to ukłon w stronę kina noir, ale sami się przekonajcie:

Do nieprawdopodobnych rozmiarów urasta to w utworze napisanym na potrzeby ścieżki dźwiękowej do francuskiego filmu “Terminus” – BTW, warto go sobie odświeżyć, bo visuale są zachęcające. Tutaj człowiek z harmonijką wpada po pachy w “Rok 1984”, “Terminatora” i “Gry Wojenne”:

Na koniec jeszcze moja ulubiona przeróbka “Mexican Radio” w wykonaniu Celtic Frost z zupełnie nieprzewidywalnej płyty “Into the Pandemonium”. T.G. Warrior wygląda jak pudel, ale w końcu to był rok 1987!