Archive for cut copy

Washed Out – grzebanie w pamięci.

Posted in Uncategorized with tags , , , , , , , , on September 24, 2009 by Kamil Antosiewicz

Washed Out “High Times”
Washed Out “Life Of Leisure”

Po lecie pozostało już tylko wspomnienie, ale na szczęście Ernest Greene AKA Washed Out nuci pod nosem piosenki z „Endless Summer” Beach Boysów. No, niezupełnie. Dwie epki tego sentymentalnego 26-latka mają w sobie niezwykły, popowy ładunek emocji i już zostały zawłaszczone przez Pitchfork i „The Rolling Stone’a”. Ale Greene pochodzi z innej, choć nieodległej orbity niż ta, na której dryfował Brian Wilson.

Washed Out płynie na fali słonecznego popu, który trafnie omapował David Keenan w wakacyjnym numerze „The Wire”. Mowa o niesławnym hypnagogic pop – popie i muzyce eksperymentalnej zrodzonych z potrzeby wiwisekcji neuronów tresowanych przez media (głownie telewizję) z lat 80. Grzebanie w chwytliwych hookach śpiewanych przez natapirowane gwiazdy muzyki sprzed tryumfu MTV to tylko jeden aspekt twórczości muzyków z bardzo skrajnych estetyk. Z jednej strony lo-fi i psychodeliczne elektro-piosenki Ariela Pinka, Gary Wara i Johna Mausa, z drugiej rzężące sprzężenia i metafizyczny trans z wydawanych przez Jamesa Ferraro i Spencera Clarka płyt – czy to solowych, czy tych firmowanych jako The Skaters. Pod względem czytelności odniesień i chwytliwości przerabianych wątków, Washed Out zajmuje koniec skali bliski sercu Romana Rogowieckiego i Marka Niedźwieckiego (więcej o hypnagogic pop pisałem tutaj).

W zasadzie można by te niepozorne wydawnictwa umieścić w tym samym worku co choćby chwytliwe parkietowe killery Chromeo czy Cut Copy, ze zgrabnie zrewitalizowanym disco ery Morodera albo dance ery CC Catch. Ale są one tak słodkie i dotykają głęboko imprintowanych w naszych mózgach szablonów według których wykuwa się muzyka popularna, że szkoda by było te kilkanaście piosenek zakwalifikować tylko jako sezonowe one hit wonders. Washed Out o(d)grywając dobrze znany schemat istnieje w tym samym continuum wydarzeń, które zrodziły Elvisa Presleya – najbardziej znanego białasa grającego czarną muzykę. Zapożyczenia nie są niczym nowym i można chyba postulować tezę, że ewolucja muzyki zachodzi właśnie dzięki nieustannej rekonfiguracji zastanych elementów. Postmoderniści już dawno uśmiechali się z przekąsem głosząc, że nic nowego już nie powstaje, że tylko mielimy stare i jakimś cudem udaje nam się usłyszeć coś, co ma powab świeżości.

Greene gra w otwarte karty. Gdy rozbrzmiewają pierwsze takty „Get Up” i wchodzi automat perkusyjny wiadomo, że skądś to znamy, i że słyszeliśmy to milion razy, tyle że nie jesteśmy pewni, czy na soundtracku do „Miami Vice”, czy w sekwencji otwierającej jakiś teleturniej sprzed 30 lat, czy z singla Was Not Was. Kolejne kawałki brzmią, jakby wygrzebano je z odległej przegródki naszej pamięci. Są niedbale wyprodukowane, szumiące. W zasadzie mogłyby być nagrane na taśmie w mono – być może nawet były. Washed Out kroi kawałek za kawałkiem według najbardziej zasad rządzących listami przebojów – 3 minuty, zwrotka, refren, powtórka i tyle. Czasami nawet nie sili się na outro, tylko drastycznie ucina. Te dwu-trzyminutowe impresje mają w sobie coś z wolniaków granych na kolonijnych dyskotekach. Greene nie może ich pamiętać, jest za młody, zresztą w college pływał raczej na desce w Kaliforni niż stał rano na apelu czy jadł na podwieczorek dżem truskawkowy. Prawda, to wszystko brzmi raczej banalnie. Ale Washed Out przenosi w czasie tak samo jak czołówka „Sondy” usłyszana po raz pierwszy od kilkunastu lat – i dla takich konfrontacji z własną pamięcią warto usiąść wygodnie w fotelu i zamknąć oczy.

A’propos mielenia i odzyskiwania bitów z zakamarków pamięci – sama czołówka do “Sondy” stanowi niezły miks z przesłości. Cytując za osobą, która wrzuciła ów film na Youtube:

Przy tworzeniu czołówki dźwiękowej Teresa Bancer wykorzystała następujące utwory:

Quincy Jones Fat – Poppadaddy (jazz)
Karlheinz Stockhausen – Etude (interesujace brzmienia sam nie wiem co to jest)
Vladimir Ussachevsky i Otto Luening – King Lear Suite (muzyka powazna)
Ergo Band – Zmienność myśli (brak)

Nie mam pytań.

Advertisements