Trancelike Void “Unveiling The Silent Arms Of Despair” (2008)

Trancelike Void “Unveiling The Silent Arms Of Despair” (Total Holocaust Records 2008)
trancelike void

Black metal powinien być superprymitywny, nagrany w wilgotnej jaskini albo w gęstym norweskim grądzie, w przy użyciu kamienia łupanego. Powinien być zwierzęcy, nieprzyjemny i – co tu dużo mówić – zły! Tymczasem nie wszyscy wzięli sobie do serca maksymę Nocturno Culto z Darkthrone: im gorzej, tym lepiej. Cóż, słuchając ostatnich jego nagrań, słychać, że on sam dawno zdradził ideały i dryfuje w stronę wesołkowatego rockandrolla, nagranego nie w Borach Tucholskich, tylko w studio, w którym mógłby rejestrować swoje próby Tomek Makowiecki.

Odejście od leśnego redukcjonizmu pociąga za sobą w niektórych przypadkach fantastyczne rezultaty – i bynajmniej nie mówię tu o nadprodukowanych płytach Dimmu Borgir czy Immortal, czy choćby Behemocie, który ma więcej wspólnego z “Muppet Show”, niż z black metalem. Cała kategoria zespołów trzyma tylko jedno kopyto w siarce, a drugim stąpa po zupełnie innym terenie – jazzie, psychodelii, new wave, disco (tak!), noise, itp..

Jakiś czas temu zacząłem konstruować listę blackmetalowych kapel, które mają z blackiem niewiele wspólnego, albo które wykraczają poza ramy gatunku. Ta lista jest do dziś uzupełniana, liczy sobie ponad 100 pozycji i znajduje się tutaj. Z biegiem czasu zespoły tam opisywane doczekają się przybliżenia na tym blogu, gdyż stanowią fenomen, który powinien być wydobyty na światło dzienne (o ile tylko nie poniosą w ten sposób śmierci, jak hrabia Dracula) i ocalony od zapomnienia – myślę, że każdy, kto poszukuje w muzyce mniej oczywistych klimatów, powinien pozbyć się głupich uprzedzeń i sięgnąć od czasu do czasu po płytę Lugubrum, czy niemieckiego Trist (uwaga – istnieje także czeski zespół o tej samej nazwie). Ci pierwsi zasługują na miano Captaina Beefhearta diabelskiej muzyki, w dodatku z saksofonem, ci drudzy zaś śmiało łączą monumentalny dron, którego nie powstydziłby się Phill Niblock z brzmieniem wczesnego Tangerine Dream – plus mega szybka perkusja.

Lugubrum – zapis z próby

Trist – “Hin” (fragment) z płyty “Willenskraft”

Wybierając na chybił trafił, sięgnąłem dzisiaj po usypiającą epkę belgijskiego duetu Trancelike Void. TLV (w skrócie) tworzą muzycy skrywający się za inicjałami S. oraz C. Za instrumentarium służą im gitara, wokal, bas i perkusja. Przy tak klasycznym instrumentarium nie jest łatwo o oryginalność, ale inspiracje muzyków (minimal music) zdradzają, że można spodziewać się czegoś ciekawego. I tak jest w istocie. TLV poruszają się po terytorium, które doczekało się szufladki metalgaze – ktoś powie pewno, że to klasyczny depressive black metal, albo suicidal black metal. Wszystko jedno. W skrócie, gdyby My Bloody Valentine z drugiej płyty spotkało na swojej drodze Cathedral albo Emperora, prawdopodobnie graliby właśnie tak, jak Trancelike Void.

EP-ka toczy się na bardzo zwolnionych obrotach. Instrumentalnym trzonem są hipnotyczne gitary uwalniające falujące crescenda. Paradoksalnie minimal music jest tu jak na lekarstwo… Za to fani Mogwai, czy GY!BE pewno będą zachwyceni, jeśli tylko przymkną oko na ponure, skwierczące wokale. Zasadniczo nie jest to muzyka bardzo podnosząca na duchu. Pozbawiona ozdobników, akustycznych wstawek i całej postrockowej maniery (no, tu i tam słychać gitary bez przesteru), wydaje się być esencją nostalgicznego, tęsknego rocka, który szturmem wdarł się na sceny w drugiej połowie lat 90. Blackmetalowe wokale, ukryte głęboko i potraktowane bardziej jako instrument, niż nośnik treści, dodają tylko niepokoju.

Niecałe 25 minut wywołuje raczej te same emocje, które towarzyszą lekturze “Krótkiej historii czasu”. Spojrzenie w niebo ze świadomością otaczajcego nas bezmiaru nigdy nie będzie takie samo. Jak mówi zsamplowany głos w drugim kawałku, “once you’ve looked into the darkness, I think you carry it with you for the rest of your life”. Jako osoba, która spojrzała w oczy Cronosa z Venom w wieku 12 lat, dodaję te słowa do ulubionych.

Trancelike Void
“Unveiling The Silent Arms Of Despair I”

Advertisements

2 Responses to “Trancelike Void “Unveiling The Silent Arms Of Despair” (2008)”

  1. porfirion Says:

    kiedyś na blogu wfmu polecali ten amatorski wooden black metal:
    http://www.myspace.com/varghkoghargasmal

    do dziś się zastanawiam, czy to był dowcip z ich strony czy nie (bo materiał, choć rozstrojony i brzmiący żałośnie, jest całkiem gitny).

  2. Myślę, że byli kompletnie serio! To Casio rządzi. w Pierwszym tracku w pałker kompletnie się myli i nie czuje rytmu, a klawisz przygrywa jak na jakimś soundtracku do westernu Ennio Morricone 🙂

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: